Dlaczego zupa nazwana została "rosołem angielskim" choć z takim prawdziwym nie ma nic wspólnego? Będę musiała to krótko wyjaśnić :).
W czerwcu zeszłego roku przyjechała do mnie moja mama na wakacje. Pogoda nam nie dopisała (co chyba nikogo nie zaskoczy). W najzimniejszy dzień miesiąca, gdzie widywałyśmy ludzi ubranych w kurtki/płaszcze zimowe, wybrałyśmy się na festiwal muzyki afrykańskiej (na końcu postu kilka zdjęć). Choć muzyka była świetna, to zimny wiatr przegonił nas po godzinie do domu (dosłownie!). Byłyśmy tak zmarznięte, że gnałyśmy do domu i marzyłyśmy o dużym talerzu gorącej zupy. Wpadłyśmy do osiedlowego sklepu i nie znalazłyśmy w nim nic oprócz jednej paczki mrożonki. W domu pokombinowałyśmy ze składnikami, które już miałyśmy w lodówce, i tak powstała naprawdę dobra, acz prosta zupa-wariacja rosołowa. A, że działo się to w Liverpoolu, więc angielska :).
Jeżeli przygotowałaś/eś danie z tego przepisu, prosimy o jego zdjęcie :). Wyślij je na adres a.rybinska@gmail.com. Fotografię opublikujemy w komentarzach i na naszym Facebooku (oczywiście podpiszemy Wasze dzieło).



